Odrzucenie
Odrzucenie przez rodziców w dzieciństwie to doświadczenie, które głęboko wpływa na rozwój emocjonalny i psychiczny dziecka. A nieprzepracowany w dorosłości temat, zwłaszcza u wysoko wrażliwych, może zaważyć na powielaniu wczesnodziecięcych schematów relacyjnych.
Często zaczyna się od drobnych sygnałów, które mogą być niezauważalne na pierwszy rzut oka. Czyli, rodzic, który nie poświęca uwagi osiągnięciom dziecka, może nieumyślnie dawać mu do zrozumienia, że nie są one warte uwagi.
Dziecko, jeśli nie doświadcza pełnej akceptacji i miłości, dorasta z poczuciem, że nie jest godne zainteresowania i szczerego, bezinteresownego uczucia. Że nie zasłużyło na miłość. Że wina jej braku ze strony rodziców tkwi w dziecka zachowaniu.
Dziecko niezauważane i niesłuchane, gdy uzna, że mechanizmy przyciągania uwagi poprzez nadmierną troskę, klaunowanie czy nadreaktywność nie przynoszą oczekiwanych rezultatów, zwykle wycofuje się. Usuwa w kąt, byleby nie drażnić już swą osobą opiekunów. Byleby nie pogorszyć jeszcze, już i tak marnych, relacji. Staje się niewidzialne. I w ten sposób kształtuje pewien rodzaj schematu, dzięki któremu może przetrwać. A ponad własne potrzeby stawia już tylko dobro rodziców, nawet jeśli to dobro w rzeczywistości jest złe. Lecz dla dziecka to jedyne skuteczne wyjście. Poświęci siebie, aniżeli tych, którzy mają mu teoretycznie zapewnić przetrwanie.
Jednak w dorosłym życiu temat odrzucenia i wypracowanych w dzieciństwie schematów wraca jak bumerang i nierzadko uderza ze zdwojoną siłą. Podświadomie, odrzucone wcześniej dziecko, a już obecnie dorosły, spotyka bądź wybiera takich ludzi, którzy będą go odrzucać, ignorować, nie zauważać, nie doceniać, nie akceptować. Byleby potwierdzić wypracowany tak ciężko model relacyjny. Wówczas każde, nawet niewielkie, dla innych nic nie znaczące gest, grymas twarzy, słowo, czyn urosną do niebywałych rozmiarów i udowodnią, że w izolacji warto nadal trwać. Dorosły z raną odrzucenia widzi i odczuwa więcej, każdy szczegół relacji mocno analizuje.
I choć wewnątrz odrzucony kipi ze złości, to zwykle się nie postawi, bo przecież celem pierwotnego schematu była właśnie bezwzględna akceptacja rodziców. Matce nie można było się postawić, bo to ona miała zapewnić przetrwanie.
Tego typu dorosłe relacje odrzuconego nie ograniczają się wyłącznie do życia osobistego. Są one równie często powielane w życiu zawodowym. Pod ich wpływem pojawiają się w dalszej kolejności problemy z niską samooceną i chronicznym poczuciem niepewności, któremu nader często towarzyszy lęk. Blokada angażowania się i bliskości oraz usuwanie w cień mają ochronić odrzuconego przed kolejnym zranieniem. Tak więc paradoksem odrzucenia jest fakt, że odrzucone dziecko na starcie już odrzuca w dorosłości. Pomimo, że potrzeba, by się angażować jest niezaprzeczalna i niezbędna do życia. Ale dystans, w przypadku odrzuconych, zapewnia im większe poczucie fałszywego, lecz sprawdzonego w dzieciństwie względnego "komfortu".
Ważne więc, by dogłębnie zrozumieć i poczuć, że to przeszłość, że te metody radzenia sobie z brakiem uwagi były kiedyś niezbędne, ale teraz jesteśmy już dorośli i decyzyjni. Sami więc możemy wybierać, co nam służy, a co nie. I, jeśli nie powielimy tego dziecięcego schematu, to i tak przetrwamy. To już nie jest warunek konieczny dla naszego bytu.
Odrzucenie w dzieciństwie jest poważnym problemem, który, jak widać, może mieć długotrwałe konsekwencje. I nie jest łatwo wyplątać się z ciężko wypracowanego sposobu radzenia sobie z nim. Osoba, która doświadczyła odrzucenia, może odzyskiwać poczucie bezpieczeństwa przy wsparciu i zrozumieniu. Ale musi nauczyć się też nie odrzucać tej pomocy. To pozwoli, by budować zdrowe relacje i by wzrastać we własnej wartości. Bo każdy zasługuje na szczerą miłość i pełną akceptację.
Komentarze
Prześlij komentarz